środa, 26 września 2018

Horyzonty


Taki ze mnie blogger, jak z koziej dupy trąbka. Gdybym miał zarabiać regularnym pisaniem, pewnie już dawno umarłbym z głodu albo wierzyciele czyhaliby na moje życie. Obiecuję sobie, że to się zmieni, ale nie dotrzymuję słowa. Niech zostanie tak, jak jest.

Jak byłem młody, jakieś milion papierosów temu, słuchałem Iron Maiden i gotów byłem zabić każdego, kto twierdził, że nie jest to najlepszy zespół świata. Nie zapomnę, jak z Przemasem - kumplem, z którym przesiedziałem w ławce niemal całą podstawówkę - ekscytowaliśmy się brzmieniem gitar rozłożonych po kanałach. Jedna grała w prawej kolumnie, druga w lewej, a było to w sklepie muzycznym w Zduńskiej, którego dawno już nie ma. Dla nas, kilkunastoletnich szczyli, którzy słuchali muzyki z monofonicznego radia, było to niepojęte i fascynujące.

Ta fascynacja stereo i muzyką została mi do dziś. Tworzę fotomontaże przy czasem dziwnych dźwiękach. Pracuję w domu, więc nie muszę martwić się tym, czy szef przyłapie mnie na puszczaniu płyt albo że jest za głośno. Pochłaniam muzykę z apetytem, który nie słabnie nawet mimo upływu lat. Ciągle mam głód nowości. Poszukuję na własną rękę dźwięków, które mnie inspirują, i nadal nie mam dość.

Dzisiaj przypomniałem sobie o amerykańskim zespole Behold... The Arctopus. Póki co, muzycy wydali 3 albumy i dwie epki. Pierwsza płyta, sprzed 11 lat, nawet dziś brzmi awangardowo i stawia poprzeczkę konkurencji tak wysoko, że - śmiem twierdzić - mało kto kiedykolwiek zagra tak wyrafinowane dźwięki. Głosy krytyków są mocno podzielone. Jedni uważają, że muzyka zespołu jest nowatorska (do tego grona się zaliczam), inni nie zostawiają na dokonaniach Behold... suchej nitki twierdząc, że to przesadnie techniczny metal bez ładu i składu, od którego tylko boli głowa.

Dla mnie Behold... The Arctopus to przykład zespołu grającego dla ludzi o otwartych umysłach, pragnących poszerzać swoje horyzonty. Doceniam odwagę tych poszukiwań i szanuję konsekwencję ich realizacji.

Behold... The Arctopus - Skullgrid (2007)
https://www.youtube.com/watch?v=bXi-sydxtVQ

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Skowyt sieradzki


Nie pisałem tu jeszcze o Dymach, a to ważny element mojego życia. Gram na perkusji już ponad 30 lat. W każdej kapeli, w której wcześniej występowałem (a było ich kilka), starałem się dać z siebie wszystko. Traktowałem granie poważnie, jako artystyczne wyrażenie siebie - poprzez rytm.

Z Rusiem (gitara) i Papierosem (bas) gramy wspólnie od początku zeszłego roku. Próby mamy regularnie, 2 lub nawet 3 razy w tygodniu, więc ilość nagrań jest ogromna. Rejestruję dźwięk wszystkich naszych spotkań, łącznie z domowymi, a później obrabiam go w komputerze, podobnie jak zdjęcia. Materiału muzycznego jest tyle, że w tym momencie mogę bez problemu skompilować nawet kilka albumów. Póki co siedzę nad masteringiem pierwszego, który roboczo nazywa się "Galante" (to takie lokalne, sieradzkie określenie czegoś fajnego).

Gramy w klasycznym rockowym trio: gitara, bas, perkusja. Improwizujemy. Wszystkie kawałki są tworzone na żywo, tak jakbyśmy grali koncert. Żartujemy, że to taki jazz-metal.
Często zapraszamy gości. Mieliśmy już na próbie klawiszowców, gitarzystów, trębacza, czasem ktoś ze znajomych pokrzyczy coś do mikrofonu. Staramy się nie ograniczać, nie wytyczać sobie celu, nie określać stylistyki, co wyzwala kreatywność i daje czasami zaskakujące efekty. Celem jest wspólne muzykowanie, słuchanie się nawzajem, dobra zabawa. Za każdym razem jest to podróż w nieznane, bo nigdy nie wiadomo, co komu w duszy zagra. Powstaje też album Dymy & Friends, na którym znajdą się najlepsze nagrania z tych spotkań.

Kiedyś zrodził się pomysł, żeby do naszych potrzeb jakoś wykorzystać "Skowyt" Allena Ginsberga, genialny poemat amerykańskiego poety z roku 1956. Tekstu jest tam dużo, za dużo na potrzeby jednego utworu, więc potraktowałem go tylko jako punkt wyjścia, swoistą inspirację. Dodałem lokalne elementy, pozmieniałem amerykańskie nazwy na sieradzkie, uwspółcześniłem, i w ten sposób narodził się "Skowyt sieradzki". Pozwoliłem sobie na wokalną interpretację, za co z góry przepraszam :)

PS. Okładka Dymów wyglądać będzie chyba tak, jak ilustracja u góry.

Dymy - Skowyt sieradzki

https://www.youtube.com/watch?v=gbXeTwKuT2w&feature=youtu.be

poniedziałek, 26 lutego 2018

Sesje


Uwielbiam fotografować kobiety. To mój narkotyk, moje paliwo i lekarstwo. Zapraszam na terapeutyczne sesje fotograficzne. Dziewczyny leczą swoje kompleksy, ja leczę swoje zdrowie psychiczne i poczucie estetyki. Nigdy się nie zdarzyło (powtarzam - nigdy), żeby któraś z dziewczyn wyszła ode mnie niezadowolona.
Zapraszam na sesję.


poniedziałek, 27 listopada 2017

Malinowe usta


Poza fotografią od lat zajmuję się nagrywaniem i obróbką dźwięku. Szperając w płytach z archiwami, natknąłem się na epkę sieradzkiego zespołu o nazwie Dziko pożądam twoich malinowych ust, którą miałem przyjemność produkować. Nie pamiętam, który był to rok, ale z pewnością kilkanaście lat temu. Szkoda, że już nie grają razem, bo był to naprawdę kawał dobrej muzy.

https://www.youtube.com/watch?v=cw5ifuhzLKA&feature=youtu.be

środa, 14 września 2016

Album


Od jakiegoś czasu planuję wydanie albumu ze swoimi pracami. Najprawdopodobniej wybiorę same czarno-białe. Na Facebooku znalazłem ofertę firmy Saal Digital. Skorzystałem z rabatu i postanowiłem wydrukować jeden testowy egzemplarz książki, z dwudziestoma fotografiami. Chciałem sprawdzić, jak prezentować się będą na papierze.

Procedura samodzielnego konstruowania książki jest niezwykle prosta. Wszystko można załatwić, nie wstając sprzed monitora. Jedyny problem napotkałem przy wstawianiu plików w kreatorze albumu. Okazało się, że trzeba wgrać dwie sąsiadujące ze sobą strony, a nie - jak sądziłem - pojedyncze.

Dwa dni po przelaniu pieniędzy zadzwonił kurier. Tempo doprawdy ekspresowe.
Muszę przyznać, że jakość albumu jest rewelacyjna. Chyba zamówię kolejny, tym razem z kolorowymi pracami.


Ociągałem się z napisaniem tej recenzji, ale nie z lenistwa, a raczej nawału pracy. Obiecałem, że napiszę parę zdań na blogu, co też czynię.

Po paru dniach okładki albumu lekko się wybrzuszyły, co widać na zdjęciu. Nie przeszkadza to jednak w odbiorze. Polecam, bo to wielka frajda popatrzeć na swoje prace w dobrej jakości.


Muzycznie - moje wielki odkrycie: Esperanza Spalding:
https://youtu.be/635LnyveWi8