piątek, 15 kwietnia 2022

#Jeziorsko2022


 

Przeglądając zdjęcia na komputerze ze zdziwieniem stwierdziłem, że moja obsesja na punkcie Jeziorska to nie świeża sprawa, ale jednostka chorobowa od co najmniej kilkunastu lat. Odkryłem analogowe, czarno-białe fotografie, robione na zamarzniętym zalewie. Pojechaliśmy wtedy czteroosobową ekipą. Mróz był niemiłosierny, śnieżyca rozmywała horyzont, a były też takie momenty, że przed nami rozpościerała się tylko wielka biała ściana. Powyżej montaż, jaki popełniłem w 2016 roku, zlepiony z kilku zdjęć z tamtego wypadu.

Jadąc kiedyś nad morze, postanowiłem zrobić sobie przerwę na fajkę nad Jeziorskiem. Było przedpołudnie, słońce raziło niemiłosiernie, było niemal białe. Krajobraz w tych ostrych promieniach wyglądał nieziemsko. Po spuszczonej ze zbiornika wodzie został pomniejsze bajorka, a cały grunt aż do koryta Warty przypominał zielony, popękany dywan z mchu i porostów. Kilka razy, próbując znaleźć optymalne ujęcie, zapadłem się po kostki w cuchnącym mule (długo potem nie mogłem pozbyć się tego zapachu w aucie), ale było warto. Wiele z tych zdjęć wykorzystałem w moich pracach, kilka albo kilkanaście wisi na ścianach w różnych zakątkach globu.

Jeziorsko w lecie jest kolorowe. Duża wilgotność terenów w pobliżu rzeki powoduje istny wybuch flory, niespotykanej na innych obszarach, niezwykle malarskiej. Do tego tysiące ptaków, które upodobały sobie to miejsce, stanowiąc jego stały element o każdej porze roku. Doświadczyłem kiedyś pięknej chwili: z mgły wyleciał na mnie klucz żurawi. Przeleciały nade mną może z 10 metrów, mogłem spojrzeć im w oczy. 

Dostrzegłem i doceniłem ten kolor dopiero w kompozycjach z początku tego roku. Zaczęło się od jednego zdjęcia z Jeziorska (właściwie Tądowa Dolnego) z charakterystyczną rudą kępką na pierwszym planie. Przyznam, że nawet bez dodawanych elementów, ten krajobraz w rzeczywistości wyglądał nieziemsko.



Póki co powstał cykl #Jeziorsko2022, liczący ponad 20 prac. Pełny kolor, spójna kolorystyka. Niby jedno miejsce, ale dające różnorodne inspiracje. Był czas, że robiłem jeden montaż dziennie, ostatnio trochę wyhamowałem, żeby nie zacząć się powtarzać.

W tle towarzyszył mi Fink. Lubię tego kolesia od czasów płyty "Sort of Revolution". Wydana w zeszłym roku kompilacja "IIUII" zahipnotyzowała mnie do tego stopnia, że słuchałem jej codziennie przez kilka tygodni. To bardzo emocjonalny wybór najlepszych kawałków z już dość długiej kariery artysty, znakomicie nagrany i wyprodukowany. Wiele utworów brzmi lepiej niż oryginały. Płyta melodyjna, nieco melancholijna, świetnie nadaje się jako tło do pracy, rozmowy, a może nawet seksu.

Fink - IIUII (compilation) 2021

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz