środa, 15 lutego 2023

Zaburzona symetria


Powstaje nowy cykl fotograficzny, w kolorze, zainspirowany refleksami światła na morskich falach. Broken symmetry - po angielsku brzmi to chyba lepiej. 

Często słyszę pytanie: skąd biorę pomysły? Czym się inspiruję? 

Już odpowiadam - obrabiając zdjęcia znad morza, skleiłem ze sobą symetrycznie dwie połówki. Załamania fal utworzyły niemal realistyczną głowę konia. Idąc tym tropem, tworzyłem kolejne symetryczne prace, szukając punktów zaczepienie dla wyobraźni i doszukując się realnych kształtów. W ciągu niecałych dwóch miesięcy powstało blisko 60 kompozycji, z których prawdopodobnie jesienią zrobię wystawę. Kilka z tych prac już się sprzedało, co świadczy o tym, że fascynacja złamaną symetrią nie dotyczy tylko mnie. 

Najczęściej dodaję jakiś element, który tę symetrię burzy, żeby zostawić ślad własnej kreatywności i obalić zarzuty, że to tylko mechaniczne zestawienie dwóch zdjęć, wykonane za pomocą komputera. 

Inspiruję się naturą, podkreślam to od dawna. Niczego nie trzeba wymyślać, wystarczy uważnie obserwować i wyławiać dla siebie interesujące tematy. Moim zadaniem jest tylko nadanie pracy estetycznego wyglądu, zadbanie o kompozycję i właściwe proporcje.

Działam wielotorowo - oprócz zdjęć, zajmuję się też komponowaniem muzyki i obróbką dźwięku. Żartuję, że odkryłem kamień filozoficzny, bo potrafię poradzić sobie z najgorszej jakości nagraniem i odpowiednią obróbką (z wykorzystaniem matematyki - algorytmów) doprowadzić do tego, by utwór nadawał się do słuchania. 

Gram na perkusji w kilku składach, co jakiś czas organizuję muzyczne spotkania, podczas których improwizujemy, odkrywając siebie i nowe obszary muzyki. Nagrywam wszystko, czasami nawet dwoma rejestratorami, by mieć potem większe możliwości edycji.

Nie gramy tylko - jak to się mówi - sobie a muzom. Co jakiś czas udostępniam na Youtubie efekty tych spotkań, i będę to jeszcze jakiś czas robił, bo nagrań jest cała masa, trzeba je tylko wyselekcjonować i odpowiednio przygotować.

Największą frajdę sprawiło mi muzykowanie z Tomkiem Kosakowskim, wielostronnie uzdolnionym muzykiem, którego poznałem przez Rusia, mojego kumpla z zespołu Dymy. Tomek przyjeżdżał do nas na próby, żeby sobie pograć. Znałem go jako gitarzystę o inklinacjach bluesowych, tymczasem nagrana u niego w domu sesja pokazała, że ma też inne oblicza i jest muzykiem uniwersalnym. Chyba najlepszym, z którym grałem. 

Wyjątkowo nie grałem na perkusji, a na kaossilatorze, malutkim (wielkości dwóch paczek papierosów) syntezatorze Korga, podłączonym pod domowy wzmacniacz i kolumny od archaicznej wieży. Bawiliśmy się brzmieniami, Tomek grał na kilku gitarach, basie i klawiszach. Powstała muzyka elektroniczna, oparta na rytmie i efektach. 

Tym sposobem, w jeden wieczór 12 listopada zeszłego roku, nagraliśmy naszą pierwszą płytę. Krążek CD mieści 78 minut, materiału było ciut ponadto. Po wstępnej selekcji zostało 30 miniaturek muzycznych trwających razem blisko godzinę. Nazwaliśmy je "Migawki". 

Nazwę zespołu wymyślił Tomek, bardzo mi się podoba. Wszystkie utwory mają polskie tytuły i dotyczą Polski. 

Edycją dźwięku i projektem okładki zająłem się osobiście. 

Zamierzam wydać tę płytę w dużej wytwórni, na dniach wysyłam demo.

POL - Migawki

poniedziałek, 23 stycznia 2023

Czarna godzina



Był rok 1997, pracowałem wtedy w sklepie muzycznym na PKS-ie w Sieradzu. Pewnego dnia zajrzał do mnie długowłosy blondynek po dwudziestce i zaczął przeglądać kasety z nagraniami wirtuozów gitarowych. Próbowałem mu coś polecić, ale kręcił nosem na wszystko, co mu zaproponowałem. W końcu znalazł jakiegoś Malmsteena. Zaczęliśmy rozmawiać o muzyce. Przyznał się, że gra na gitarze, ćwiczy po 12 godzin dziennie, zasypia z instrumentem. 

To był Boguś Balcerak, dla kumpli Bibas. Wtedy jeszcze nieznany, popularny jedynie w środowisku najbliższych kolegów, najczęściej pasjonatów gitary. Następnego dnia przyszedł do nas na próbę. Grałem wtedy w kapeli Funk Loop. W przerwie ustaliliśmy, że zagramy coś wspólnie, najlepiej jakiegoś bluesika. Po pierwszych dźwiękach wiedziałem, że mam do czynienia z wybitnym gitarzystą. Gapiliśmy się z rozdziawionymi gębami, co Boguś wyczynia na gitarze. 

Zaprosiłem go do współpracy. Nagrywaliśmy w domu, z małego piecyka, zwykłym komputerowym mikrofonem. Bibas był pod wrażeniem technologii (nagrywał dotąd na magnetofonie wielośladowym). Grał niesamowicie, nie widziałem nigdy takiego wirtuoza. Był perfekcyjny, potrafił zagrać z pamięci skomplikowane pasaże, instrument dosłownie żył mu w rękach. Wykorzystałem wiele z jego zagrywek i solówek w moich solowych projektach. Oto próbka:

Klimas - Funkomas

Miesiąc temu, robiąc porządki w czasie remontu, znalazłem CD z tymi nagraniami. Zupełnie o nich zapomniałem! Siedemnaście utworów, nazwanych roboczo Black Hour. Wkrótce wrzucę cały album na Youtuba. 

Bibas - jak to się mówi - poszedł w muzykę. Długo nie mógł znaleźć sobie miejsca. Grał zdaje się w Hunterze i wielu innych kapelach, głównie rockowych i power metalowych, ale nigdy jako lider. W końcu założył własną kapelę Boguś Balcerak's Crylord i ma na koncie trzy albumy, ostatni wydany w zeszłym roku. 

Poniżej link do drugiego z nich:

Gates To Valhalla

piątek, 15 kwietnia 2022

#Jeziorsko2022


 

Przeglądając zdjęcia na komputerze ze zdziwieniem stwierdziłem, że moja obsesja na punkcie Jeziorska to nie świeża sprawa, ale jednostka chorobowa od co najmniej kilkunastu lat. Odkryłem analogowe, czarno-białe fotografie, robione na zamarzniętym zalewie. Pojechaliśmy wtedy czteroosobową ekipą. Mróz był niemiłosierny, śnieżyca rozmywała horyzont, a były też takie momenty, że przed nami rozpościerała się tylko wielka biała ściana. Powyżej montaż, jaki popełniłem w 2016 roku, zlepiony z kilku zdjęć z tamtego wypadu.

Jadąc kiedyś nad morze, postanowiłem zrobić sobie przerwę na fajkę nad Jeziorskiem. Było przedpołudnie, słońce raziło niemiłosiernie, było niemal białe. Krajobraz w tych ostrych promieniach wyglądał nieziemsko. Po spuszczonej ze zbiornika wodzie został pomniejsze bajorka, a cały grunt aż do koryta Warty przypominał zielony, popękany dywan z mchu i porostów. Kilka razy, próbując znaleźć optymalne ujęcie, zapadłem się po kostki w cuchnącym mule (długo potem nie mogłem pozbyć się tego zapachu w aucie), ale było warto. Wiele z tych zdjęć wykorzystałem w moich pracach, kilka albo kilkanaście wisi na ścianach w różnych zakątkach globu.

Jeziorsko w lecie jest kolorowe. Duża wilgotność terenów w pobliżu rzeki powoduje istny wybuch flory, niespotykanej na innych obszarach, niezwykle malarskiej. Do tego tysiące ptaków, które upodobały sobie to miejsce, stanowiąc jego stały element o każdej porze roku. Doświadczyłem kiedyś pięknej chwili: z mgły wyleciał na mnie klucz żurawi. Przeleciały nade mną może z 10 metrów, mogłem spojrzeć im w oczy. 

Dostrzegłem i doceniłem ten kolor dopiero w kompozycjach z początku tego roku. Zaczęło się od jednego zdjęcia z Jeziorska (właściwie Tądowa Dolnego) z charakterystyczną rudą kępką na pierwszym planie. Przyznam, że nawet bez dodawanych elementów, ten krajobraz w rzeczywistości wyglądał nieziemsko.



Póki co powstał cykl #Jeziorsko2022, liczący ponad 20 prac. Pełny kolor, spójna kolorystyka. Niby jedno miejsce, ale dające różnorodne inspiracje. Był czas, że robiłem jeden montaż dziennie, ostatnio trochę wyhamowałem, żeby nie zacząć się powtarzać.

W tle towarzyszył mi Fink. Lubię tego kolesia od czasów płyty "Sort of Revolution". Wydana w zeszłym roku kompilacja "IIUII" zahipnotyzowała mnie do tego stopnia, że słuchałem jej codziennie przez kilka tygodni. To bardzo emocjonalny wybór najlepszych kawałków z już dość długiej kariery artysty, znakomicie nagrany i wyprodukowany. Wiele utworów brzmi lepiej niż oryginały. Płyta melodyjna, nieco melancholijna, świetnie nadaje się jako tło do pracy, rozmowy, a może nawet seksu.

Fink - IIUII (compilation) 2021

poniedziałek, 13 września 2021

Anegdoty

 


Pamięć ludzka jest zawodna, z tego też (między innymi) powodu narodziła się fotografia. Żeby utrwalać, zachowywać w pamięci momenty ważne, szczególne, lub po prostu piękne. 

Przeglądając swoje zdjęcia dostrzegam, z pewną nutą nostalgii, że niektórych miejsc już nie ma. Rozebrali zmurszały, pochylony pomościk w Izbicy, nie ma pomostu na jeziorze koło Łeby (kiedyś w zimie skąpał się tam Buli, nasz buldożek francuski), a ta przyczepa już tam nie stoi. 



Można powiedzieć, że żyję fotografią od ponad dwudziestu lat. Wiele prac sprzedaję za granicę. Przypomniała mi się pewna anegdotka. Kilka lat temu 6 kolorowych fotomontaży poleciało do pewnego hotelu w Dubaju. Kiedy pieniądze wpłynęły na konto, pomyślałem: kupię sobie nowe łóżko. Poszedłem do Jysk-a, mam niedaleko, i znalazłem fajną kanapę, ciemnoszarą, z czerwonymi akcentami na dole. Sięgnąłem na oparcie, gdzie stał taki papierowy domek z ceną, tyle że tyłem do mnie. Odwracam ją, a kanapa nazywa się Dubaj!

Oczywiście kupiłem.

Kilka lat temu stworzyłem cykl kompozycji pod nazwą AGD Landscape. Wykorzystałem w nim przedmioty codziennego użytku, tyle że osadzone w zupełnie innym środowisku, często wyolbrzymione do roli symbolu. Po kilkudziesięciu pracach pomysły mi się wyczerpały, zacząłem więc szukać czegoś innego. Cykle są pomocne, ukierunkowują wyobraźnię, ograniczają pole poszukiwań, co z jednej strony upraszcza pracę, z drugiej daje pewnemu zestawowi prac wspólny mianownik. Każdą z kompozycji można rozpatrywać osobno, pokazane razem tworzą nową wartość. 



Co jakiś czas wracam do cykli. Tak też się stało w zeszłym roku. Obfotografowałem kilka swoich drewnianych sztućców (nożyk do masła, widelec i łyżka), ale tym razem podszedłem do tematu monochromatycznie. Wcześniejsze prace z cyklu były kolorowe, przypominały trochę ilustracje z dziecięcych książeczek, teraz postawiłem na anegdotę, podpartą tytułem. 

Jedną z prac, jakie wtedy powstały, jest "Kolacja dla dwojga", z wielką drewnianą łyżką wyrastająca z korzeni drzewa. Kilka dni po opublikowaniu zdjęcia w necie znalazła się na nie klientka zza oceanu. Pani napisała mi w mailu, że nazywa się Whiterspoon i większość ozdób w jej domu ma motyw łyżki (ang. spoon).


Podczas finisażu wystawy w Szczecinie (salon Goldenmark, Plac Żołnierza Polskiego 1-1A) padło pytanie: jaką największą pracę pan sprzedał?

Pomyślałem chwilę i przypomniałem sobie, że pewna pani z Białegostoku kupiła ode mnie pracę pt. Eden, która ozdabia jej kabinę prysznicową wielkości 3x3 metry.

Kiedy to piszę, w tle leci taka oto sympatyczna muzyczka:

Agusa - En Annan Värld (2021) [Full Album]


niedziela, 30 maja 2021

Waits i Massive


    Kilka tygodni temu wpadła mi w oko na fejsie reklama wydawnictwa Kosmos Kosmos. Zachwalali nową, nieautoryzowaną (przez co nieco kontrowersyjną) biografię Toma Waitsa. Kliknąłem w link, zamówiłem, zapłaciłem i zapomniałem o sprawie. Minęły chyba z 3 tygodnie i nagle dostaję maila, że moja przesyłka jest już w drodze. Nawet się ucieszyłem, bo przez jakiś czas byłem przekonany, że dałem się oszukać, klikając w jakiś fejkowy link. Ale nie, wszystko w porządku. Zadzwonił kurier, za chwilę przyniósł przesyłkę. Pokwitowałem, rozpakowałem paczkę i od razu usiadłem do lektury. 
    Podoba mi się tłumaczenie Filipa Łobodzińskiego, bo jest płynne, ma swój rytm. Dobrze się to czyta, tym bardziej, że język jest współczesny, żywy i obrazowy. Czytając o rozwijającej się karierze Waitsa, po latach wróciłem do jego muzyki. Byłem kiedyś wielkim fanem, miałem wszystkie płyty, znałem je niemal na pamięć. Koncert w Kongresowej uważam za jeden z lepszych, na jakich byłem (Prince też był niezły).
    Muza Waitsa jest tak emocjonalna, że nie da się jej słuchać zbyt długo. Potrzeba odmiany, ostudzenia emocji. Włączyłem sobie Massive Attack - 100th Window. Płyta nagrana 18 lat temu, a nadal od pierwszych dźwięków powala produkcją i klimatem. Wsiąkłem w te dźwięki od razu, a że często pracuję przy muzyce, zacząłem szukać wśród zdjęć inspiracji do stworzenia jakiejś nowej pracy. Współpracowałem kiedyś z Katią, uroczą sieradzanką. Mogę śmiało powiedzieć, że była jedną z moich muz, i chyba się o to nie pogniewa. Powyżej przykład prawdziwie dziewczęcego wdzięku Katii.
    Album się skończył, przeskoczyłem płynnie do Heligoland. Znowu genialna produkcja, czyściutka, klarowna, nowoczesna i wytyczająca trendy. To pokaz kunsztu realizatora dźwięku, wyczucia przy wyborze wokalistów, smaku i klasy.
    Co by tu dalej? No dobra, Mezzanine.
    Już teraz wiem, który album Massive Attack jest najlepszy.

czwartek, 29 kwietnia 2021

Tuba Picassa

  Współpracuję z kilkoma galeriami, jedną z nich jest Personalart, z siedzibą w Zgierzu k. Łodzi. Technicznie wygląda to tak, że wysyłam do galerii miniaturki prac, które ona wystawia na swojej stronie. Kiedy jakaś praca się sprzeda, robię wydruk, podpisuję go, drukuję certyfikat autentyczności oraz umowy i dostarczam to wszystko do Zgierza. Czasem wiozę prace osobiście, ale bywa też, że wysyłam pocztą. 

  Jednym z moich bestsellerów jest "Czytelniczka".


  W Personalarcie sprzedała się właśnie kolejna, a razem z nią "EggO". 



  Obie prace wysłałem w tubie. Kilka dni później dzwoni do mnie pani z poczty w Zgierzu:

- Dzień dobry, czy wysyłał pan pustą tubę?

- ???

- Wie pan, bo czasami klienci wysyłają tylko opakowanie.

- Nie, wysyłałem dwie fotografie.

- Tuba jest pusta.

- Jak to pusta?

- No przyszła pusta tuba.

  Wygląda na to, że jakiś listonosz połasił się na moje fotografie. Początkowo byłem skonfundowany, potem zły, aż z czasem zacząłem żartować, że jestem w lepszej sytuacji niż Picasso. Włamali się kiedyś do jego pracowni. Artysta był bardzo niepocieszony, bo złodzieje ukradli jedynie srebrne sztućce, a nie ruszyli żadnego z obrazów.

  Oczywiście złożyłem reklamację, czekam z ciekawością na wyjaśnienia poczty. W tzw. międzyczasie dostałem przesyłkę zwrotną ze Zgierza, żeby było ciekawiej - za pobraniem. Podsumowując, musiałem podwójnie zapłacić za opakowanie paczki, która w dodatku nie dotarła do odbiorcy. Cudownie.

  Niech moją wściekłość wyładują kolesie z Altarage:

https://www.youtube.com/watch?v=1dAjaT3OyKE&list=LL&index=9&ab_channel=SeasonofMist